Dwa lata jak jeden dzień…


Dwa lata minęły jak jeden dzień 😃

To tak na prawdę tylko dwa lata, a tyle się wydarzyło, że czasem mamy wrażenie, że to o wiele więcej. Chociażby dwójka dzieci w tak krótkim czasie to na prawdę ogrom łask!

W opatrzności
Czasem słyszę, że coś jest w opatrzności. I śmiało mogę powiedzieć, że wiele sytuacji w naszym małżeństwie działo się w opatrzności Bożej. Często w postach czy wpisach wspominamy o tym, że Pan Bóg pomógł nam przejść trudny kryzys, który pojawił się kilka miesięcy po ślubie.
Ja sama bardzo nie lubię, jak ktoś zacznie coś mówić i nie skończy, wybaczcie więc. Obiecujemy, że jak będzie dobry moment na to, podzielimy się tą historią, bo w niej główne skrzypce odegrał właśnie nasz najlepszy Przyjaciel i Przewodnik naszego Małżeństwa. Więc tylko się cieszyć i dziękować Mu, że składa piękne obietnice, które nigdy nie pozostają bez pokrycia.
Wiele razy czuliśmy się tak jakby mówił nam:
„Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku.” – Iz 42,3

Owoce narzeczeństwa
Zauważyliśmy wiele pięknych owoców płynących z decyzji podjętych w narzeczeństwie.
Na przykład to, że nie mieszkaliśmy razem przed ślubem wniosło wiele świeżości i na prawdę nowych emocji do naszej relacji.
Także wszystkie nauki, które wcześniej przeszliśmy (nieskromnie powiem, ze solidnie 😉) pomagają i odbijają się pozytywnym echem w naszej codzienności.
Dlatego jak ktoś mnie pyta: na co najbardziej zwrócić uwagę w przygotowaniach do ślubu, to zawsze odpowiadam, że na budowanie relacji, na nauki (koniecznie dobre, polecane), które otwierają wiele tematów i oczy na pewne sprawy. Reszta jest super, ale to tylko dodatek. Nie spędzimy przecież całego życia w tej pięknej sukni, w tej sali, otoczeni kwiatami, czy dekoracjami, o które tyle krzyku, albo tańcząc pierwszy taniec codziennie (na który poświęcamy tyle czasu i energii).
PS co do tańca to właśnie ja miałam takie wygórowane aspiracje i praktycznie o to kłóciliśmy się najwięcej, bo chciałam, żeby wypadł Perfect 👌 😉

Jeszcze bliżej siebie
Wbrew popularnej opinii, że po ślubie dużo się zmienia na gorsze, my zauważamy odwrotną tendencję – tzn. zmienia się, ale na lepsze. Oczywiście opadają pewne maski, które pozwalały myśleć, że mój małżonek będzie już zawsze taki wspaniały i że ja będę codziennie taka kochana i uśmiechnięta jak wcześniej. Ale bez tych masek jest bardziej autentycznie, widzę Macieja z Jego wszystkimi słabościami i pewnie będę odkrywać nowe😉 On też widzi mnie bez duchowego i emocjonalnego makijażu. To wszystko sprawia, że jesteśmy sobie bliżsi, a nasza więź mocniejsza. Nieprawdą jest, że prawdziwy przyjaciel to taki, który nigdy nie zawodzi. Zdarza się, że my rozczarowujemy się kilka razy dziennie, to ludzkie. Prawdziwy przyjaciel to ten, który za każdym razem przebacza i przyjmuje z otwartymi ramionami skruszonego „winowajcę” 😊

Jak pięknie być razem
Z perspektywy tych dwóch lat małżeństwa mogę powiedzieć, że niewiele bym zmieniła. Nie cofnęłabym trudnych doświadczeń, w których mogliśmy poznać subtelny i ciepły dotyk Boga, nie zmieniłabym nawet mniejszych czy większych kłótni, które prowadziły ostatecznie do długich i konstruktywnych rozmów i smaku przebaczenia.
Czy w ogóle bym coś zmieniła?
Pewnie, że TAK – chciałabym dawać więcej miłości każdego dnia, a „wczoraj nie należy już do mnie, a jutro niepewne…” (Jan Paweł II). Na szczęście jest dziś i od dziś zawsze mogę dawać z siebie więcej ❤

To nie łatwe, ale słowa przysięgi wciąż aktualne: „Tak nam dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy jedyny i wszyscy Święci”. Z taką „ekipą” na pewno się uda 😍😃