Kochaj i maszeruj, czyli historia pięknej miłości

Z tej strony Marlena i Wojtek – małżeństwo z siedmioletnim stażem i trójką Szkrabów. Zapraszamy Was na krótką historię o naszym pielgrzymowaniu z dziećmi.

Dla nas sprawa była o tyle prostsza, że zarówno ja jak i mój mąż Wojtek mieliśmy już doświadczenie w przeżywaniu rekolekcji w drodze. Zanim poznałam mojego męża, przemierzałam szlak na Jasną Górę z Warszawską Pieszą Pielgrzymką Akademickich Grup „17”, a Wojtek wielokrotnie z Pieszą Pielgrzymką Niepełnosprawnych (jako narzeczeni od 2008 roku pielgrzymowaliśmy już wspólnie w tejże pielgrzymce).

8 września 2012 roku przyszedł na świat nasz Syn – Staś. W kwestii pielgrzymowania wiedzieliśmy jedno – musimy spróbować. I tak…. 5 sierpnia pełni wątpliwości wyruszyliśmy w drogę.
Jakże wielkie było nasze zdziwienie:
– pierwszymi przespanymi nocami od narodzin dziecka (Staś nie budził się w nocy)
– brakiem na moich nogach bąbli (które rok rocznie znacznie utrudnialy mi wędrówkę)
– ogromnymi zasobami energii (podczas naszych pielgrzymek we dwoje często czuliśmy zmęczenie, senność mimo, że na każdym postoju mogliśmy odpoczywać do woli)
Towarzyszyło nam poczucie, że Pan mówi do nas „Kochani, jeśli zdecydowaliście się wejść na moją drogę, to ja będę niósł wasze trudności i problemy”. To była nasza najłatwiejsza i najprzyjemniejsza pielgrzymka. Niezwykłe doświadczenie, które wyzwoliło w nas pełną ufność Bogu i świadomość, że „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”.

Gdy przyszło nam ruszyć w drogę z dwójką dzieci, 3 letnim Stasiem i roczną Hanią pewne było jedno – jeśli Stasiowi nie będzie się podobało pielgrzymowanie, to wracamy do domu.
I tu znów niespodzianka – syn był przeszczęśliwy!😀

Aktualnie mamy trójkę dzieci: Stasia (6 lat, 5 pielgrzymek), Hanię (4 lata, 4 pielgrzymki) i Tosię (19 miesięcy, 2 pielgrzymki). Dzieci są zachwycone. Jak to możliwe?

Podczas drogi maluchy obsypywane są uśmiechami i uwagą Współbraci w wierze😀. Na postojach często mogą wyhasać się na okolicznych placach zabaw. A wieczorem czeka ich zawsze coś ciekawego. Gospodarze, którzy przyjmują nas na nocleg (użyczają miejsce pod namiot) mają krowy, świnie, kury itp. Atrakcji jest więc cała masa, z karmieniem królików włącznie😀Na jednym z noclegów nasze dzieci co roku z bliska mogą przyjrzeć się jak wygląda wyrób chleba, a nawet własnoręcznie uformować bułkę, czy posypać chleb makiem.
Pielgrzymkę zabezpieczają ratownicy medyczni, co za tym idzie są dwie karetki, i tak gdy Staś miał 4 lata, a Hania 2, zafiksowali się totalnie na tym punkcie i każdy postój chcieli spędzać na oglądaniu wnętrza karetki😀. 
Nasze dzieci mają w grupie swoich pielgrzymkowych przyjaciół: Olę, Lenkę, drugą Olę, Bartusia, Kubę, Amelkę – razem łatwiej przeżywać trudy i dzielić radość!😀

Starszaki cały rok wypytują: „kiedy idziemy na pielgrzymkę”… do snu proszą by śpiewać piosenki z pielgrzymkowego repertuaru.
W tym roku nasza czteroletnia Hania na wieczornym Apelu do mikrofonu odśpiewała Apel Jasnogórski. Proszę mi uwierzyć na słowo. Gdy z ust tak młodego człowieka słyszysz ” Maryjo, jesteśmy młodzi. Już dzisiaj zależy od polskiej młodzieży, następnych tysiąc lat” to łzy płyną po Twoich policzkach i jakoś tak zupełnie nie martwisz się o jutro.

Dlaczego warto pielgrzymować z dziećmi?
W dzisiejszych czasach…😀 W dobie konsumpcjonizmu i pretensjonalizmu staramy się pokazać dzieciom, że mniej czasem znaczy lepiej. Chcemy by już od najmłodszych lat na własnej skórze przekonały się, że trud jest ważny, potrzebny, że jest nieodłączną częścią życia. Wysiłek hartuje i prostuje charaktery.

Wierzymy głęboko, że dobro, którego doświadczają w postaci otrzymanego za darmo obiadu, szklanki kompotu, słodyczy czy udostępnionej do kąpieli łazienki sprawi, iż w swoim życiu będą równie chętnie pomagali innym.

„Pielgrzymkowe dzieci” są uśmiechnięte, radosne i rozśpiewane. Szybko uczą się samodzielności i bycia zorganizowanym, pomagają rodzicom wg swoich możliwości tj. przynoszą kompot, zmywają kubeczki po jedzeniu, zwijają matę przed końcem postoju czy rozkładają swoje śpiwory w namiocie. Wiedzą, że aby dojść na Jasną Górę musimy być zespołem, pomagać sobie, a nie oczekiwać.

Nie byłoby również nam tak łatwo na pielgrzymim szlaku, gdyby nie inne małżeństwa z dziećmi, z którymi tworzymy jedną pielgrzymkową rodzinę. Wzajemnie się wspierając i troszcząc o wszystkie Skarby jak tylko umiemy.

Równie ważne jest dla nas oswajania dzieci z niepełnosprawnością. Przebywając wśród osób niepełnosprawnych przez te 10 dni, dzieci nie dziwią się na widok osoby na wózku, niewyraźnie mówiącej itp. Rozumieją, że niepełnosprawność to coś zupełnie normalnego.

Kwestia przygotowania
Wbrew pozorom nie jest najważniejsze co konkretnie zabierzesz na fizycznie pielgrzymkę. Każdy wie, że trzeba spakować śpiwór i namiot, kilka ciepłych rzeczy, przybory toaletowe itd. Ale o wiele ważniejsze z jakim nastawieniem psychicznym wyruszysz. Już przed wyjściem z domu musisz zgodzić się na: dziesięć nie dospanych nocy, poranne wstawanie, niedosuszone ręczniki, jedzenie rzeczy, których na co dzień nie jadasz. Każdy pątnik ale w szczególności małżeństwa z małymi dziećmi muszą zabrać ze sobą tony cierpliwości oraz wyrozumiałości do siebie oraz do dzieci. Te dni będą pełne narzekań dotyczących pory spania, rodzaju jedzenia, miejsca odpoczynku lub np stanu pogody. Uzbrojenie się psychicznie jest kluczem do sukcesu. Jeśli zabierzesz ze sobą cały sprzęt z długiej listy z decathlonu, a nie weźmiesz miłości – nie dasz rady. Ty i Twoja rodzina musicie być gotowi. Te 10 dni będzie pełne uśmiechu, zabawnych sytuacji, wspaniałych ludzi poznanych na szlaku, relacji i znajomości na całe życie. Nie unikniecie jednak nerwowych momentów, chwil złości czy doświadczenia uszczypliwości. Bardzo ważne jest także aby każdego dnia mieć gotowe scenariusze pogodowe i żywieniowe. I nie chodzi tu o to, żeby mieć zapakowane toboły ubrań i konserw. ale właśnie minimalnymi środkami starać się zapobiegać temu co może nas spotkać na pątniczym szlaku.

Pielgrzymka to dla nas odpoczynek. Czas relaksu. Reset umysłu, znikają troski dnia codziennego liczy się tylko tu i teraz.
Delektujemy się (my jako rodzina) czasem spędzanym razem… i bliskością Boga, codzienną Eucharystią, modlitwą oraz bliskim kontaktem z drugim człowiekiem.
Gorąco zachęcamy do wyjścia poza strefę komfortu. Do wyruszenia w drogę. To naprawdę przynosi owoce.