Kodeks małżeńskich kłótni


Miłość jest wyborem –  nie tylko podjętym w dniu Ślubu, ale ponawianym codziennie. Ten wybór to również walka z samym sobą, żeby każdego dnia podejmować decyzję mówiącą: „mniej mnie, a więcej Ciebie”.

Często ta walka pod wpływem emocji, egoizmu i zmęczenia, przeradza się również w … walkę ze współmałżonkiem. Rzeczywistość jest taka, że nie należy zadawać pytania o to, czy się kłócimy, ale kiedy i jak często. W momencie pojawienia się dzieci, większego zmęczenia i ograniczonego czasu na pracę nad relacją, takie konfliktowe sytuacje stają się jeszcze bardziej nieuniknione.

Jeśli, więc nieuniknionym są konflikty, to warto zadać sobie pytanie jak sobie z nimi radzimy i jaki mają przebieg?


My jesteśmy tuż przed narodzinami drugiego dziecka. Przy tej okazji w celu ograniczenia negatywnych konsekwencji kłótni i prowadzenia ich w sposób bardziej kontrolowany, postanowiłem stworzyć „Kodeks małżeńskich kłótni”. Stoi on w centralnym punkcie mieszkania (na początku przy przewijaku Tobiasza😉), tak aby jak najczęściej mieć go przed oczami, a z czasem w sercu i głowie.

Tworząc go zastanawiałem się nad „parametrami”, które powinien zawierać, aby nasze „walki” były toczone na zdrowych zasadach i przynosiły dobre owoce dla naszego małżeństwa.

Tak! Kłótnie mogą budować i sprawiać, że wychodzimy  z nich mocniejsi jako małżeństwo.

Inspiracji, poza naszym doświadczeniem wyniesionym z dwóch lat małżeństwa, postanowiłem poszukać również w Biblii. Oto nasz „Kodeks małżeńskich kłótni”:

1. Nie kłócić się publicznie.
Walka w miejscach publicznych zazwyczaj powoduje eskalację konfliktu. Ustanowiliśmy tę zasadę, aby rozwiązywać nasze problemy w bezpieczniej, prywatnej przestrzeni. Kiedy jesteśmy sami i staramy się kłócić „w cztery oczy”, to zamiast skupiać się na otoczeniu i pokazaniu innym, że to my „rządzimy” w naszym małżeństwie, koncentrujemy swoją uwagą na rozwiązaniu problemu. Ta zasada została zainspirowana zarówno naszym doświadczeniem na tej płaszczyźnie, jak i posiada swoje źródło w Piśmie Świętym –  „Gdy brat twój zgrzeszy <przeciw tobie>, idź i upomnij go w cztery oczy.” – Mt 18,15.

2. Ograniczać do minimum kłótnie przy dzieciach.
Dzieci rozumieją dużo więcej, niż nam dorosłym się wydaje. Bardzo chłoną nasze emocje – po naszej 14-miesięcznej córeczce widzimy, że jej zachowanie jest często odbiciem naszej relacji, tego czy zwracamy się do siebie z miłością, czy gniewem. Tę zasadę usłyszeliśmy jakiś czas temu od Iwonki Babci, której przez 63 lata małżeństwa z Dziadkiem rzadko zdarzało się kłócić przy dzieciach. Z drugiej strony jest naturalne, że pewne konflikty w obecności naszych dzieci są nieuniknione, nie należy się z tego powodu „biczować”😉. Dzieci widzą, że mamy swoje słabości, gorsze dni, ale uczą się w ten sposób przebaczania właśnie od nas.

Kłótnie przy dzieciach mogą być o tyle niebezpieczne jeśli nie kontrolujemy swoich słów. Pewne słowa „rzucone” w emocjach, o których my szybko zapomnimy, mogą wyryć się w sercu naszych dzieci i powodować utratę poczucia bezpieczeństwa.

3. Nie odwlekać pojednania w czasie.
Większości znany jest cytat z Listu do Efezjan 4,26: „Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!”. Przed narodzinami Amelki stosowaliśmy się do tego fragmentu dosłownie – często do późnych godzin nocnych rozwiązując nieporozumienia. Posiadanie dzieci wiąże się jednak z „za krótką” dobą i z koniecznością bycia w formie od samego rana, dlatego warto mierzyć siły nad zamiary. Jeśli jest godzina 2:00 w nocy, jesteśmy mocno zmęczeni, mamy w perspektywie pobudkę za kilka godzin i wciąż nie możemy dojść do porozumienia, to najprawdopodobniej nie dojdziemy do niego choćbyśmy mieli nie spać i siedzieć nad nim do białego rana (co skutkowałoby jego eskalacją na drugi dzień na skrajnym zmęczeniu). W takiej sytuacji lepiej się przespać, wypocząć i powrócić do tematu rano. Ważne, aby nie zamiatać konfliktów pod dywan i nie odkładać pojednania w czasie.

4. Sypialnia strefą wolną od walki.
Nasza sypialnia ma być miejscem miłości, radości i intymności, dlatego zdecydowaliśmy się ustanowić ją „strefą wolną od walki”. Konflikty możemy rozwiązywać we wszystkich innych pomieszczeniach naszego mieszkania.

5. Pozwolić opaść dużym emocjom.
Zdarza nam się, że podejmujemy próby rozwiązywania konfliktu chwilę po zakończonej kłótni, będąc jeszcze pod wpływem dużych emocji. Efekt – eskalacja problemu😉. Stąd też ta bardzo ważna zasada, żeby pozwolić opaść pierwszym emocjom, żeby spojrzeć „trzeźwiej” na konfliktową sytuację. Przestrzeganie jej pozwoli nam uniknąć wielu niepotrzebnych słów, krzyków, przerywania sobie i wzajemnego oskarżania. U nas ten buforowy okres po kłótni to jest mniej więcej godzina. Ten czas jest również bardzo potrzebny na zorganizowanie swoich myśli i konstruktywne szukanie rozwiązania konfliktu. Dzięki temu już siadając do rozmowy każde z nas może lepiej i spokojniej wyartykułować swoje myśli, skupiając się przede wszystkim na pojednaniu i dobru naszego małżeństwa. Ważna rada dotycząca tej zasady, zanim zabierzemy się do rozmowy i rozwiązywania konfliktu – sprawdźmy czy nasz język „jest połączony” z mózgiem😉.

Zapraszamy na część drugą😀.

  • Aga

    lepiej bym tego nie ujęła, serio, każde małżeństwo powinno ten kodeks wyryć sobie w głowie i w sercu 🙂 ja ze swej strony mogę dodać taki punkt, który nam czasami pomaga dojść do porozumienia. my czasami zamiast rozmawiać słowami piszemy do siebie. ponieważ obydwoje jesteśmy wybuchowi, czasami w rozmowie uczepimy się jakiegoś słówka albo coś powiemy inaczej niż byśmy chcieli, nie zdążymy się nad czymś zastanowić i w efekcie jesteśmy rozumiani na opak co potęguje kłótnię. żeby tego uniknąć czasami jak widzimy nadchodzącą ostrą wymianę zdań przerywamy i zaczynamy pisać. bo wtedy możemy zebrać myśli, jeśli coś uznamy za zbyt mocne to skreślić i napisać jeszcze raz itp. i jak już jesteśmy pewni, że na kartce jest dokładnie to co chcemy powiedzieć i w taki sposób w jaki chcemy powiedzieć to siadamy i nawzajem to czytamy

    • Iwona Jabłońska

      Tak! Listy to jest rewelacyjny pomysł. Co prawda nie zawarliśmy tego w kodeksie, ale też zdarza nam się przed rozmową, a po kłótni 😉 pisać do siebie listy.
      Pisałam o tym w artykule dla Aleteia (https://pl.aleteia.org/2017/07/16/piszemy-do-siebie-listy-to-buduje-nasza-relacje/)

      Absolutnie zgadzam się z tym, że łatwiej zebrać myśli i można zawsze napisać raz jeszcze to samo w łagodniejszej formie, a słów już nie cofniemy …
      Często przelanie na papier już w jakiś sposób rzuca nowe światło na sytuację i pozwala opaść emocjom.

      Dzięki za ten komentarz, bo listy faktycznie są bardzo pomocne.

      Pozdrawiamy 🙂