„Krok po kroku do Mamusi” – podsumowanie + fotorelacja

Sierpień to zarówno sezon urlopowy jak również dla wielu sezon pielgrzymkowy. W tym roku wybraliśmy tę drugą opcję w zasadzie można powiedzieć, że w połączeniu z pierwszą i absolutnie nie żałujemy! Kiedy mówiliśmy rodzinie, znajomym i przyjaciołom, że wybieramy się z dziećmi na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy reakcje były skrajnie różne. Niektórzy mówili, że extra, inni, że ogromny trud z tak małymi dziećmi, jeszcze inni, że gdyby ktoś im powiedział, że jakieś małżeństwo z dziećmi zasuwa pieszo do Częstochowy, to obstawialiby właśnie Jabłonków!

Ukryta tęsknota
Kto choć raz przebył ten szlak na Jasną Górę wie, że chce się tam wracać. Podobnie było ze mną. Ja wcześniej byłam już cztery razy, a ten był piąty. Ostatni raz 6 lat temu i co roku,  kiedy pielgrzymi wyruszają, jakaś część mnie pędzi za nimi 🏃‍♀️❤️. Kiedyś opowiadałam Maciejowi o tym doświadczeniu i zapytałam czy może w przyszłości pójdziemy razem. On wtedy miał stanowisko na „nie”. OK –  zostawiłam to. Pamiętam dokładnie jak w sercu poprosiłam Pana, żeby dał nam kiedyś tę łaskę pielgrzymować razem 🙏. 

Nie musiałam długo czekać. W zeszłym roku zostaliśmy zaproszeni przez grupę WAPM – zieloną o konferencję na jednym z etapów. Ja byłam wtedy w 9 miesiącu ciąży. Zgodziliśmy się i to był moment zwrotny. Macieja wyobrażenie o pielgrzymce (jako bardzo zdewociałej formie religijności) zupełnie się zmieniło. Zasmakował tego, o czym Mu mówiłam. 

W tym roku wiele rzeczy się wydarzyło, które pozwoliło nam podjąć decyzję o pielgrzymce. Kiedyś opowiemy szczegółowo – także o tym dlaczego wybraliśmy tę grupę. Nic nie było przypadkowo. Do wyruszenia w drogę przyczynił się także trudniejszy czas w naszym małżeństwie, o którym wspominaliśmy. Rzuciliśmy wszystko i poszliśmy (dosłownie) oddać to Bogu przez wstawiennictwo Naszej Kochanej Mamy. Wierzymy, że to nie będzie bezowocne… 

Razem najlepiej!
Pewnie, że łatwiej byłoby ruszyć bez dzieci, odpoczywać na każdym postoju, czy noclegu, nie budzić się w nocy na wezwanie rodzica czy na karmienie, nie nosić słodkiego 10 kilogramowego ciężaru podczas gdy siedzenie w wózku stało się dla niego mało atrakcyjne. Mamy jednak poczucie, że razem najlepiej! W końcu jesteśmy rodziną. Skoro pielgrzymowanie daje nam tyle łaski i radości dlaczego nie dopuścić do tego naszych dzieci?. To nie byłoby to samo gdybyśmy zostawili choć jedno dziecko… Poza tym wiemy, że dla nich rozstanie nie tylko z rodzicami, ale ze sobą nawzajem to ogromna trudność, więc nie mieliśmy wątpliwości, że jeśli ruszamy to wszyscy razem 👨‍👩‍👧‍👦. Innej opcji nie rozważalismy.

Męczarnia dla dzieci
Od razu ostrzegam, że będzie trochę z przekąsem, ale dla naszych dzieci to była tak straszna męczarnia, że wszyscy, którzy mieli z nimi styczność byli pod wrażeniem, że są tak spokojne, pogodne i radosne! To była taka męczarnia, że Amelcia na każdym etapie raz po raz siedząc w wózku śpiewała sobie radośnie „Alleluja” wiedząc, że niedługo postój i tam razem z zaprzyjaźnioną Renią będzie mogła bawić się i biegać. To była taka męczarnia, że wdzięczność tulących się do nas dzieci nie miała granic. Wreszcie to musiało być tak przykre, że Amelcia dzień po powrocie do domu przy śniadaniu zapytała „Mamo, gdzie jest rzymska”?🤣. Wiedzieliśmy, że to dla nich wyjątkowy czas, pełen miłości i radości, z rodzicami u boku przez całe dnie i noce w poczuciu bezpieczeństwa i ogromnej życzliwości zarówno ze strony współbraci jak i gospodarzy, u których nocowaliśmy. Zależy nam na tym, żeby w dobie przekonania, że wszystko trzeba kupić, nasze dzieci miały doświadczenie bezinteresownej troski i życzliwosci ze strony drugiego człowieka (nie tylko rodzica). Może ktoś zapyta – co z tego rozumieją? Więcej niż nam się wydaje… Czują wiele, obserwują i jak już zapytają o szczegóły, chętnie im o tym opowiemy. 

Piszę tylko o naszych dzieciach, ale tam było dużo więcej rodzin z dziećmi, małymi, starszymi. Łączyło nas wszystkich jedno – łaska przypływu siły i ogromna radość tych najmniejszych. 

Dużo mogłabym jeszcze pisać o tym wyjątkowym okresie i o tym jak wspaniale przeżywać to z rodziną… Na szczęście pisaliśmy relacje codziennie wieczorem, żeby dać Wam choć trochę zasmakować tej wyjątkowej uczty, więc jakaś część się tam zawiera.

Czy były trudności?
A na codzień będąc z dziećmi w domu ich nie ma? Pewnie, że były – zmęczenie, jakieś dolegliwości, katarek, ząbkowanie, czasem marudzenie… Momentami zgrzyty pomiędzy mną a Maciejem i egoizm wynikający ze zmęczenia. 

Ale podobnie jak co dzień – tym bardziej tam – mieliśmy na wyciągnięcie ręki broń do walki z trudnościami – sakramenty, słowo Boże, pomoc różnych osób (w tym czytelników naszego bloga – wspaniale było Was poznać 😍. Moc bowiem w słabości się doskonali – dzięki swoim słabościami możemy doświadczać mocy Boga. 

Polecamy wszystkim rodzinne pielgrzymowanie! My wciąż żyjemy tym wspaniałym czasem, dlatego na blogu jeszcze niebawem więcej wpisów o tym – między innymi jak przygotować się do Pielgrzymki z dziećmi (o to dostajemy megaśno dużo zapytań – postaramy się szybko napisać), a także zaprosiliśmy specjalnych gości, żeby podzielili się swoim doświadczeniem…

Drogi Czytelniku, jeśli uważasz, że ten tekst jest wartościowy, ewentualnie może komuś pomóc rozwiać pewne wątpliwości – zostaw kciuka, serducho, udostępnij! WIELKIE DZIĘKI!