Lekcja miłości od naszej córeczki


„Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością.” Te słowa to kwintesencja Ewangelii i tego jak powinno wyglądać nasze życie. W rzeczywistości bywa jednak różnie – często może intencje mamy dobre, jednak czyny za nimi już nie nadążają.

Kiedy jesteśmy wypoczęci i wszystko jest w najlepszym porządku to jesteśmy skłonni okazywać miłość żonie, mężowi, dzieciom, bliźniemu.
Dobre i to, jednak prawdziwy sprawdzian naszej miłość jest dopiero wówczas, kiedy musimy dokonać wyboru. Kiedy mimo przeciwności mamy za zadanie przezwyciężyć zmęczenie, egoizm, swój pomysł na współmałżonka, dzieci i to jak powinno wyglądać nasze życie. Wtedy wychodzi prawda o nas i naszej miłości – czy nasze czyny podążają za intencjami, czy jednak ponad dobro bliźniego wybieramy swoje własne wygodnictwo?

Ponad 2 lata naszego małżeństwa wielokrotnie nam pokazały jak wiele przed nami codziennej pracy, żeby uczyć się kochać. Jednak prawdziwą lekcję takiej bezinteresownej miłości dostaliśmy w ostatnim tygodniu, a jej świadectwo dała nam nasza 15-miesięczna córeczka. Na naszym facebook’owym profilu publikowaliśmy zdjęcie Jej powitania w domu nowonarodzonego braciszka. Ten widok bardzo nas wzruszył i wprawił w osłupienie – jak tak małe dziecko może mieć w sobie dużo pokładów empatii. Przyjęliśmy to z wielką radością i czekaliśmy na to co będzie dalej – wiedzieliśmy bowiem, że reakcje dzieci na nowego członka rodziny potrafią być dalekie od tej pierwszej w wykonaniu Amelki. To jest jak najbardziej naturalne i zrozumiałe – my dorośli spróbujmy sobie wyobrazić podobną sytuację – nagle w domu pojawia się obcy nam człowiek i informuje nas, że kocha naszego współmałżonka i od teraz będzie z nami mieszkał. Ciężki orzech do zgryzienia, prawda?


Naszej córeczce  w ostatnich 5 dniach wiele rzeczy (z jej znanego do tej pory świata) zostało wywróconych do góry nogami – począwszy od tego, że mama nie może jej póki co sama podnosić, a w międzyczasie nosi i karmi braciszka, no i te nieznane do tej pory dźwięki płaczu noworodka. Mimo, iż od taty dostaje 110% miłości i czasu, to dostrzegamy jak bywa w tej nowej rzeczywistości pogubiona i jak wieczorami odreagowuje te nowe emocje.

I jak w tej sytuacji ta mała, 15-miesięczna dziewczynka zachowuje się w stosunku do swojego braciszka?

Jest pełna miłości, empatii i czułości – za każdym razem kiedy jest przy Tobiaszku, to chce dawać mu buziaki i go głaskać, a kiedy ten płacze to pokazuje nam, żeby zrobić mu „aaa” (pobujać na rękach😉). Sama jest pełna skrajnych i trudnych dla niej emocji, ale wobec brata „nie pozostaje mu nic dłużna poza miłością”.❤️

Czy my dorośli tak potrafimy? My niestety nie. Kiedy coś jest nie po naszej myśli, to często reagujemy bez miłości i złością, przyjmując pozycję obronną, zamykając się na dawanie miłości i skupiając się jedynie na tym, żeby jak najwięcej ugrać dla siebie.

Dla nas ten pierwszy okres po narodzinach synka, choć jest trudny z fizycznego punktu widzenia, to jest również świetnymi rekolekcjami, które funduje nam nasza córeczka. Amelko dziękujemy i prosimy o więcej.😀

Zakończę dzisiejszy wpis zadaniem dla nas i dla Was – obserwujmy dzieci i nie bójmy się od nich uczyć. Albowiem „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”.

  • Marcin Gomułka

    Amen! 🙂