Małżeństwo jest super! – Kasia i Mariusz Marcinkowscy

Zapraszamy na rozmowę z Kasią (autorką projektu „Ubogacona”) i Mariuszem (twórcą „Drogi Odważnych”) Marcinkowskimi, w której dowiecie się m.in.:
– czy małżeński kryzys może być „błogosławiony”,
– co w ich domu jest bardziej zagrożone: talerze, czy framugi drzwi,
– jakie są ich sposoby na randkowanie.

Jak długo jesteście małżeństwem?

W lipcu 2019 r. minęło 10 lat.

Dokończcie zdanie: Małżeństwo jest super, ponieważ…

Kasia: …jest realizacją powołania! A więc ma znacznie większego od nas Inicjatora. I jest drogą realizacji naszego najważniejszego powołania do świętości. Kiedy przypominam sobie o tej perspektywie – której po ludzku zwykle nie widać – to dopiero myślę, jakie małżeństwo jest super i jak to cudownie być żoną. Konkretnie żoną Mariusza. Poza tym droga we dwoje – przy mojej niezaradności w wielu przestrzeniach – jest dla mnie wielkim darem! 😉

Mariusz: Jest super, ponieważ pozwala nam uczyć się miłości w najlepszej – czyli wymagającej – praktyce. Oczywiście, po pierwsze wobec małżonka, a także dla mnie w wyjątkowy sposób – już w naszej rodzinie, czyli wobec dzieci.

Jaki jest Wasz przepis na szczęśliwe małżeństwo?

Mariusz: Na pewno to budowanie relacji na Bogu (i pogłębianie relacji z Nim!), czyli jasno określony wspólny fundament i świadomość, że miłość oznacza służenie sobie nawzajem. Dawanie, nie oczekiwanie. Na pewnych etapach – dawanie nawet więcej. Mamy konkretny wzór i wiemy, do czego chcemy zmierzać. Co nie znaczy, że to zawsze z lekkością realizujemy. Czasem zerwanie się z łóżka i zrobienie porannej kawy jest trudne. Ale u nas dobrze punktowane! Więc: wielkie ideały i małe kroki.

Kasia: Podstawą przepisu jest dla mnie też praca nad sobą. Mam świadomość, ile ja wnoszę w naszą relację – moje humory, emocje, myśli, czyli moje nieuporządkowanie, ale też oczywiście to, co piękne. Formacja serca nie dla siebie, a dla nas. A poza tym – tak bardzo prozaicznie – widzimy, jak wiele daje nam trochę humoru, dystansu, kreatywności i wspólne pasje. A także wspierające środowisko, np. wspaniali przyjaciele, którzy są dla nas wsparciem i wzorem (np. w jakiejś przestrzeni).

Jak dbacie o swoją małżeńską relację?

Mariusz: Staramy się dbać o wspólną modlitwę, o rozmowy, o dzielenie ze sobą naszych trosk i zadań, w których często jesteśmy dla siebie dobrymi doradcami. Lubimy też podróżować, pić kawę, śpiewać. 

Kasia: Dużo nam daje, i z perspektywy czasu doceniam to jeszcze bardziej, wspólna praca. Przez kilka lat dużo działaliśmy w duecie, organizując kursy i spotkania dla narzeczonych, czy głosząc konferencje. Teraz nasze projekty trochę się oddzieliły na część męską i damską, ale nadal nas to bardzo buduje. Daje nam poczucie wspólnej misji, wielkiego wzajemnego wsparcia i zrozumienia. I nawet jeśli robimy coś sami, to właściwie nigdy już nie sami, jako małżonkowie świadczymy razem.

Czy praktykujecie małżeńskie randki? Jeśli tak, to jak znajdujecie na nie czas przy napiętym planie tygodnia? Sami dobrze wiemy, ze obowiązki związane z dziećmi, domem i pracą zabierają sporo czasu.

Kasia: Widzimy w perspektywie tych 10 lat jak różne są etapy w małżeństwie – związane z pojawieniem się dzieci i różnymi okolicznościami. Po pierwsze więc pielęgnujemy w sobie tę świadomość, że to ważne i jesteśmy wyczuleni na drobne okazje, np. możliwość zostawienia dzieci z dziadkami, którzy nas odwiedzają czy wykorzystanie drogi powrotnej np. z kursu, który prowadzimy. Toczymy wtedy rozmowy, odmawiamy różaniec i zahaczamy o dobrą kawiarnię! Bardzo lubimy razem podróżować, odkrywać coś nowego, doświadczać. Udaje nam się czasem gdzieś wyjechać bez dzieci – np. niedawno do Ziemi Świętej. Samo planowanie takich wojaży to już nasz czas. Nasz czas jest także w dużej mierze z dziećmi. I bardzo to lubimy! Kiedy tworzymy nasze wspomnienia – spacerów, wycieczek, projektowania czegoś, świętowania – to buduje to nie tylko nasze relacje z dziećmi, ale także więzi między nami.

 

„Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”, czyli kłóćcie się, niech „latają talerze”, ale nie kładźcie się spać niepojednani. Czy to Wasza „codzienność”? Zdradźcie swoje sposoby na dobre zarządzanie kłótniami i szybkie godzenie się.

Kasia: Talerze nigdy nie latały, ale czasem głośniej zamykały się drzwi 😉 Jesteśmy oboje emocjonalni i uparci, co na początku sprawiało, że musieliśmy się nauczyć, jak dobrze się kłócić. Jak nie trzymać się „swojego”. Naprawdę „docieranie się” jest ważne (a ja kiedyś myślałam, że to tylko frazes). Widzę, jak dużo daje doświadczenie, lata przeżyte razem i oczywiście wspólny cel. Jedna drużyna zawsze razem wygrywa lub przegrywa. Często innym i sobie o tym przypominamy. Zgadzamy się zawsze w fundamentalnych sprawach, ale są momenty, kiedy mamy odmienne punkty spojrzenia czy inaczej kładziemy akcenty. I tak, są takie chwile, kiedy naprawdę nie rozumiem Mariusza logiki, a on mojej. I bywa, że mnie to frustruje! Ale z drugiej strony, nie raz byłam zaskoczona tym, jak dobrze on potrafił nazwać mój problem. Z czasem nauczyliśmy się też pewnego podziału np. w decyzjach, unikając kłótni.

Mariusz: Wielokrotnie nasze kłótnie czy napięcia są efektem oddziaływania różnych czynników. Opóźnienie w pracy, stres, powracające choroby w domu, a to kilka weekendów, kiedy się mijamy. Ta świadomość pomaga nam w większej łagodności wobec siebie. 

Co zyskujecie dzięki małżeństwu jako osoby?

Mariusz: Uczę się odpowiedzialności. Mogę w pełni stawać się mężczyzną, a w szczególności ojcem. Relacje z Kasią i dziećmi odsłaniają mi obraz samego siebie. Widzę, ile mi jeszcze brakuje, by być lepszym mężem i ojcem. To mnie nie demotywuje, wręcz przeciwnie, popycha mnie do stawania się lepszym.

Kasia: Relacja w małżeństwie jest dla mnie bardzo rozwojowa. Pokazuje mi, jak żadna inna, jaka jestem naprawdę. Mariusz to moje najlepsze lustro! 🙂 A przy tym, to co mnie najbardziej zdumiewa, że właśnie taka, jaka jestem – często nieogarnięta, rozczochrana, złośliwa czy nadwrażliwa – taka właśnie jestem przyjęta i kochana. 

Czy macie w swoim małżeństwie doświadczenie kryzysu/problemów, który wspólnie pokonaliście i którego przejście umocniło Waszą relację?

Kasia: Nasz pierwszy i największy dotąd kryzys miał miejsce dwa lata po ślubie, a złożyło się na niego kilka czynników. Dziś myślę o tym jako o rozczarowaniu się drugą osobą, życiem małżeńskim, ale przede wszystkim… samą sobą. To doświadczenie pomogło mi też zrozumieć choć w małej części to, co mogą przeżywać małżonkowie w kryzysie. Po tym czasie przez kilka miesięcy mieszkaliśmy oddzielnie. Właściwie ze względu na pracę, ale teraz dostrzegam w tym też konsekwencje tamtych wydarzeń. To doświadczenie nas najpierw oddaliło, by następnie bardzo zbliżyć. Jak dla mnie to był nowy start, ważny skok w dojrzewaniu i myśleniu o małżeństwie. Wyszłam za mąż z przekonaniem (które po latach dopiero nazwałam), że budowanie małżeństwa jest bardzo proste. Moi rodzice dali mi wzór miłości wiernej, a ja byłam pewna, że to jest standard, a moje małżeństwo będzie najlepsze niż to, które obserwowałam w domu rodzinnym. I że tak się „samo” stanie. Oczywistym jest, że musiałam doświadczyć, jak jest naprawdę. Doświadczyć walki, ale też ogromnej łaski, jaką Bóg daje w tym sakramencie.

Mariusz: Zawsze narzeczonym na kursach życzymy dobrych kryzysów, bo to one pozwalają naprawdę rozwijać się i kochać! Sobie też ich życzymy nadal 🙂

Jesteście ciekawi kolejnych wywiadów i historii w ramach cyklu „Małżeństwo jest super!”?
Bądźcie z nami na bieżąco i:
♥ subskrybujcie nasz newsletter ⇒ SUBSKRYBUJ
♥ o
bserwujcie nas na:
⇒ FACEBOOKU
 INSTAGRAMIE