„Małżeństwo jest super” – Maja i Rafał Moller

„Nie mamy cichych dni, bo do cichych dni potrzeba by było cichej żony…” – zapraszamy na rozmowę z Mają (autorką bloga „Chrześcijańska Mama”) i Rafałem Moller.

Jak długo jesteście małżeństwem?

Pobraliśmy się w 2005 roku, czyli w rozpoczynającym się niebawem roku 2020 będziemy świętować pietnastą rocznicę ślubu. Mamy dziesięcioletnią córkę i siedmioletniego syna, a nasze najmłodsze dziecko jest już w Niebie.

Dokończcie zdanie: Małżeństwo jest super, ponieważ…

… chodzi w nim o miłość, a miłość jest większa od najpiękniejszych wyobrażeń i wydobywa z nas to, co najlepsze. Pomaga też w chwilach, gdy wydaje się, że małżeństwo wcale nie jest super, bo takie momenty są  też normalną częścią wspólnej drogi. 

Jaki jest Wasz przepis na szczęśliwe małżeństwo?

Przede wszystkim – miłość właśnie 🙂 I szacunek, który pozwala przetrwać takie chwile, w których się ze sobą nie zgadzamy. Dzięki temu różnice mogą stawać się okazją do poznania innego punktu widzenia, czyli czymś, co nas rozwija, bardziej otwiera na to, czego nie rozumiemy. Bez szacunku takie momenty mogą prowadzić do wzajemnego atakowania siebie i zranień… Bardzo ważne jest też by szczerze ze sobą rozmawiać, przedstawiając swój punkt widzenia i mówiąc o swoich uczuciach oraz, co ważne, słuchając odpowiedzi współmałżonka.

Jak dbacie o swoją małżeńską relację?

Mamy to szczęście, że jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi (co nie przeszkadza nam obojgu w podtrzymywaniu innych przyjacielskich relacji 🙂 ). Kiedy dzieje się coś niezwykle fajnego albo wręcz przeciwnie, trudnego, moim (Majka) pierwszym odruchem jest podzielenie się tym z mężem. Dzięki temu przeżywamy razem codzienność, wspieramy się, podejmujemy wspólne decyzje. Jednocześnie każde z nas ma swoje pasje – mój mąż jeździ na motocyklu, ja angażuję się w prowadzenie bloga i spotkań dla kobiet w Gdyni. Dajemy sobie na to wzajemnie przestrzeń, dajemy sobie wolność i możliwość spędzania czasu poza domem (w którym zostaje druga osoba wraz z dziećmi). Mamy więc takie chwile, które spędzamy osobno oraz czas na to, by być razem, w dobrych proporcjach (których zachowywania wciąż się uczymy).

Czy praktykujecie małżeńskie randki? Jeśli tak, to jak znajdujecie na nie czas przy napiętym planie tygodnia? Sami dobrze wiemy, ze obowiązki związane z dziećmi, domem i pracą zabierają sporo czasu.

Od czasu do czasu wychodzimy z domu na kolację czy do kina, wtedy z dziećmi zostaje ciocia (dziękujemy, Eliza!). Raz w roku staramy się wyjechać tylko we dwoję chociaż na 1-2 noce, niekoniecznie daleko. Podrzucamy wtedy dzieci do dziadków (też dziękujemy!). Oprócz tego często spędzamy razem wieczory – mamy swoje ulubione seriale, w których śmiejemy się w tych samych momentach i lubimy czasem w ten sposób zakończyć stresujący dzień.

 

„Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”, czyli kłóćcie się, niech „latają talerze”, ale nie kładźcie się spać niepojednani. Czy to Wasza „codzienność”? Zdradźcie swoje sposoby na dobre zarządzanie kłótniami i szybkie godzenie się.

Nie mamy cichych dni, bo do cichych dni potrzeba by było cichej żony… 😉 Kłótnie są dynamiczne, głośne, ale wypowiedzenie tego, co nas złości, pomaga w dogadaniu się ze sobą. 

Co zyskujecie dzięki małżeństwu jako osoby?

Mój mąż nauczył się pić codziennie rano kawę, a ja – jeść ketchup… 😉 A tak serio, po kilkunastu latach wspólnego życia coraz lepiej poznajemy zarówno siebie nawzajem, jak i siebie samych. Uczymy się tego, że różnice w patrzeniu na świat nie oznaczają jego końca. Z kolei w innych sytuacjach, które naprawdę są jak koniec świata, doświadczamy swojego wsparcia i to jest bezcenne…

Jaki jest wasz sposób na zapobieganie rutynie w związku? Ewentualnie co robić, jak się już ona pojawiła?

Wydaje mi się, że ważne są tutaj dwie sprawy: komunikacja oraz priorytety. Ważne jest rozmawianie o swoich potrzebach, marzeniach, bolączkach. Dzięki temu relacja może się rozwijać, a my możemy być bardziej wrażliwi na to, co dzieje się w drugiej osobie. Poza tym każdy z nas wie, że doba ma tylko 24 godziny, a nasze siły i energia też są ograniczone. Nie możemy inwestować ich we wszystko. Ważne jest więc stworzenie sobie listy priorytetów i określenie, co jest dla mnie najważniejsze. Jeśli na jednym z pierwszych miejsc tej listy będzie małżeństwo, może to pomóc w dokonywaniu takich wyborów (i inwestowaniu czasu i sił), które będą zapobiegać rutynie w związku.

Czy macie w swoim małżeństwie doświadczenie kryzysu/problemów, który wspólnie pokonaliście i którego przejście umocniło Waszą relację?

Przychodzą mi do głowy dwa takie wydarzenia. Jedno to poważna choroba mojego męża tuż po pierwszej rocznicy naszego ślubu. Byliśmy wtedy oboje studentami, zakochanymi, pełnymi planów na przyszłość, a diagnozy, które początkowo stawiali lekarze były bardzo mało optymistyczne. Sam pobyt w szpitalu był również trudny, pełen niepewności. Na szczęście wtedy wszystko dobrze się skończyło, a my wyszliśmy z tego czasu z doświadczeniem, jakie mają zazwyczaj małżeństwa z większym stażem – z doświadczeniem zmagania z chorobą, opieki nad drugą osobą, niepewnej wspólnej przyszłości…

Drugim takim wydarzeniem były narodziny naszej córeczki, która zmarła jeszcze gdy nosiłam ją pod sercem. To był osiemnasty tydzień ciąży, za oknem upalny lipiec, a w szpitalnej sali mój mąż, ja, położna i czas porodu, a jednocześnie pożegnania. Czas ekstremalnie trudny, a jednak budujący naszą relację, bo wydaje się, że gdy wspólnie przeszliśmy przez takie doświadczenie, przetrwamy każdą burzę. Mam jednak nadzieję, że oprócz burz czeka nas też sporo słonecznych dni.

Jesteście ciekawi kolejnych wywiadów i historii w ramach cyklu „Małżeństwo jest super!”?
Bądźcie z nami na bieżąco i:
♥ subskrybujcie nasz newsletter ⇒ SUBSKRYBUJ
♥ o
bserwujcie nas na:
⇒ FACEBOOKU
 INSTAGRAMIE