Małżeństwo jest super! – Monika i Marcin Gomułkowie

Poznali się nietypowo, bo w … kolejce do toalety, a dzisiaj są małżeństwem, które zaraża radością i entuzjazmem. Głoszą wszem wobec, że „małżeństwo jest Boskie”, ale czy jest ono również super? Zapraszamy na wywiad z Moniką i Marcinem Gomułkami z Początek Wieczności.

Jak długo jesteście małżeństwem?

Monika: W czerwcu miną 4 lata.
Marcin: Krótko? Ledwo pamiętamy życie przed ślubem (śmiech).

Dokończcie zdanie: Małżeństwo jest super, ponieważ…

Marcin: Ponieważ to nasze powołanie. I tylko dzięki jego wypełnianiu możemy stawać się świętymi. Poza tym życie żony z mężem, czy męża z żoną w ciągłym dążeniu do bliskości, jedności pomaga stawać w prawdzie o nas samych. 
Monika: Małżeństwo jest super, bo codziennie okazuje się, że do tej świętości jest bardzo długa droga i jednocześnie jest ona na wyciągnięcie ręki. „Wystarczy” kochać. Kochanie jest super!

Jaki jest Wasz przepis na szczęśliwe małżeństwo?

Marcin: Służyć z uśmiechem i stale wracać do źródła miłości. Pielęgnować to, co jest pięknym kwiatem i plewić to, co jedynie chwastem. Na szczęście w sakramencie małżeństwa jest z nami Ogrodnik. Trzeba się Go słuchać.
Monika: Usłyszałam „przepis” i mam takie kulinarne skojarzenie (śmiech). Jeśli małżeństwo miałoby być ciastem, to najlepszy byłby przepis babci. Czyli coś, co od pokoleń działało – Bóg na pierwszym miejscu, wszystko inne na właściwym. Dzisiaj wiele małżeństw myśli, że tak się nie da, bo zamiast pieca kaflowego piekarnik z termoobiegiem, zamiast paleniska indukcja. Ale potwierdzamy, w naszym małżeństwie, mimo zmian zachodzących wokół nas, „babciny” przepis działa (śmiech).

Jak dbacie o swoją małżeńską relację?

Monika: Wierzę, że wdzięczność to klucz otwierający bramę z napisem „szczęście”. Trzeba uczyć się nie rozpamiętywać tego, co było, nie zastanawiać się nieustannie, co będzie, tylko dziękować za wszystko co jest.
Marcin: Rozmowy, czułość, ciągłe „szukanie siebie”. W prozie życia bardzo łatwo zapomnieć, że w życiu chodzi tylko o miłość. Jak się o tym zapomni, to ciężar małżeństwa przygniata, zamiast doskonalić moc.Jest tak, jak z kwiatem, który podlewamy i przycinamy odpowiednio. Przede wszystkim stawiamy na czystość relacji, szczerość, prawdę. Wspólne przebywanie, jak i miejsce na własną przestrzeń.

Czy praktykujecie małżeńskie randki? Jeśli tak, to jak znajdujecie na nie czas przy napiętym planie tygodnia? Sami dobrze wiemy, ze obowiązki związane z dziećmi, domem i pracą zabierają sporo czasu.

Monika: Poproszę następne pytanie (śmiech).
Marcin: Pamiętam, że kiedyś, jeszcze w narzeczeństwie, śmialiśmy się z tego, że niektóre wspólnoty skierowane do małżeństw mają w swoich statutach zapisany obowiązek dialogu małżeńskiego trwającego co najmniej jedną godzinę w miesiącu. Jak to jedną godzinę?! Dzisiaj bardzo często zderzamy się z tym, że na wszystko brakuje czasu.
Monika: Małżeństwo przed rodzicielstwem to ideał do którego dążymy (śmiech).
Marcin: Kiedy uda się gdzieś wyskoczyć na miasto, albo po prostu nalać sobie wodę do wanny, jest pięknie.

„Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”, czyli kłóćcie się, niech „latają talerze”, ale nie kładźcie się spać niepojednani. Czy to Wasza „codzienność”? Zdradźcie swoje sposoby na dobre zarządzanie kłótniami i szybkie godzenie się.

Marcin: Pilnie uczyć się na błędach i wzywać imienia Bożego.
Monika: Jezus to najlepszy mediator.
Marcin: Kłótnie są dobre, bo to takie lampki ostrzegawcze, sygnalizujące nam, że jeszcze tutaj jakieś zranienie jest nieuleczone, jakaś zadra nie pozwala kochać, jakieś nieprzebaczenie oddziela nas (choćby czasowo) od pokoju serca.
Monika: Niedojrzali jesteśmy. Po prostu.

Marcin: Panie miej miłosierdzie (śmiech)!

Co zyskujecie dzięki małżeństwu jako osoby?

Marcin: Ja zyskałem piękną żonę (śmiech).
Monika: W małżeństwie tak prawdziwie, szczerze zaczęłam odkrywać piękno złożone w sercu przez dobrego Ojca. Dopiero w małżeństwie w pełni odkrywam moją kobiecość. To niesamowite!
Marcin: Małżeństwo mnie uzdrawia, oczyszcza, uzdalnia. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić tego, gdzie byłbym, gdyby nie moje małżeństwo.

Gdyby ktoś do Was przyszedł i powiedział: „Jesteśmy razem już długo. Kochamy się, ale niepokoi nas panująca fala „rozwodów” i nie wiemy czy wchodzić w małżeństwo. Przekonajcie nas, że warto.”

Marcin: Ostatnio ks. Grzegorz Strzelczyk, teolog, którego bardzo cenię, zapytany o to, jak przekonać ateistę do wiary, odpowiedział: „Niech zamieszka ze mną na jakiś czas i zobaczy jak to jest żyć z wiarą”. Myślę, że nie jesteśmy w stanie inaczej, jak tylko żyjąc z wiarą w moc sakramentu małżeństwa. Chociaż, jak się nad tym dłużej zastanowić, niech lepiej się nikt do nas nie wprowadza (śmiech).
Monika: Wierzymy, że małżeństwo jest najlepszą drogą, jaką można iść przez życie, co lepiej lub gorzej staramy się przekazywać słowem, czynem, gestem tam, gdzie jesteśmy. Nie tylko w sieci.
Marcin: Dziś, z perspektywy tych kilku lat „chodzenia z Bogiem”, jestem przekonany, że bez relacji z Jezusem też bałbym się wchodzić w małżeństwo.

Monika: Pokazalibyśmy tym, którzy by do nas przyszli, inne święte małżeństwa, których nie brakuje (śmiech).

Czy macie w swoim małżeństwie doświadczenie kryzysu/problemów, który wspólnie pokonaliście i którego przejście umocniło Waszą relację?

Marcin: Kilka tygodni po narodzinach Adasia, mając piękną żonę, rodzinę, dobrą pracę, zdrowie a nade wszystko przekonaniu, że moje życie chcę budować na Bogu, okazało się, że nie potrafię wstać z łóżka. Nie mam sił do życia. Beznadziejna na pozór sytuacja była drogą do uzdrowienia. Trafiłem na terapię. 
Monika: Dzisiaj, z perspektywy czasu, dużo łatwiej mi o tym mówić, ale wtedy tego nie rozumiałam, wypierałam. Powtarzałam sobie, że przecież do psychologa chodzą ludzie z poważnymi problemami, a jeśli nawet Marcin ma jakieś słabości, to niech się lepiej weźmie w garść, bo przecież musi być ojcem. W mojej niedojrzałości nie wspierałam najbliższej mi osoby, tylko dlatego, że przestała pasować do moich wyobrażeń o szczęśliwym życiu. Bogu dzięki, szybko się opamiętałam. Zaczęłam prosić Boga o to, by uczynił moje serce zdolnym do przyjęcia tej niecukierkowej prawdy o moim mężu, o mnie samej, o naszym małżeństwie.
Marcin: Ja długie lata żyłem w błędnym przekonaniu, że nikt nie jest w stanie mi pomóc, np. z moimi uzależnieniami. Po nawróceniu sądziłem z kolei, że może uzdrowić mnie tylko Jezus. Do głowy mi, z powodu mojej pychy, jednak nie przyszło, że Jezus chce to zrobić z pomocą drugiego człowieka: żony, czy wreszcie specjalisty.
Monika: Dzisiaj widzimy jak ten trudny, kryzysowy czas naszego małżeństwa owocuje w naszej relacji, ale również w życiu tych, z którymi możemy się tą historią podzielić.
Marcin: Miłość i modlitwa mojej żony odmieniły moje życie. Takie rzeczy tylko w małżeństwie (śmiech)!

Chcesz razem z nami budować szczęśliwy i pełen miłości świat? Zapraszamy ➡ KLIKNIJ TUTAJ!

Jesteście ciekawi kolejnych wywiadów i cudownych historii w ramach cyklu „Małżeństwo jest super!”? Bądźcie z nami na bieżąco i obserwujcie nas na:
FACEBOOKU
INSTAGRAMIE
YOUTUBE

  • Weronika Kot

    To czy małżeństwo będzie super to już od samych małżonków zależy. Nad tym cały czas trzeba pracować.

  • Justyna Gutowska

    Propagowanie miłości w małżeństwie jest potrzebne, zwłaszcza w dobie rozwodów. Moniko i Marcinie jesteście super🙂