Małżeństwo jest super! – Natalia i Maciek Białobrzescy

Czasem sobie żartują, że gdyby kiedyś zdarzyła im się kanonizacja, to pewnie byliby świętymi od „całego roku współżycia”, bo właśnie tę ideę próbują od kilku lat zasiać w relacjach innych par. Zapraszamy na wywiad z Natalią i Maćkiem Białobrzeskimi.

Jak długo jesteście małżeństwem?

Siedem i PÓŁ lat. Ta połówka jest ważna – toż to prawie kolejny rok!😉

Dokończcie zdanie: Małżeństwo jest super, ponieważ…

…możemy stać przed sobą nadzy: fizycznie i metafizycznie, i możemy czuć się wzajemnie, totalnie akceptowani. To niesie kolejną wzmacniającą myśl: jeśli zrobię kiedyś jakąś straszną głupotę, to mogę przyjść do mojego ukochanego/j i razem sobie z tym poradzimy. Żadne z nas nie zostanie banitą.

Jaki jest Wasz przepis na szczęśliwe małżeństwo?

Bardziej niż na szczęśliwym małżeństwie – zależy nam na sensownym życiu razem. Nie mamy gotowca. I cieszy nas to. W sztywnych ramach ciężko byłoby nam pomieścić nasz dynamizm. Szyjemy na bieżąco z materiałów (czyt. wyzwań, potrzeb i możliwości), które podrzuca nam życie. To co w tym procesie tworzenia małżeństwa, wydaje się być takim must-have, to: nie utracić drugiego z pola widzenia. A patrzeć najbezpieczniej jest sercem. 

Jak dbacie o swoją małżeńską relację?

Czego potrzebujesz, kochanie?” – to chyba najczęściej zadawane przez nas pytanie. I chyba najlepsza forma troski o drugiego, w naszym związku.

Czy praktykujecie małżeńskie randki? Jeśli tak, to jak znajdujecie na nie czas przy napiętym planie tygodnia? Sami dobrze wiemy, ze obowiązki
związane z dziećmi, domem i pracą zabierają sporo czasu.

Raz na kwartał, kiedy przyjeżdża do nas bliska przyjacióła – to zostawiamy naszą trójcę wspaniałych i wychodzimy na kilka godzin. Oprócz tego kultywujemy „randki domowe”. Przede wszystkim porzuciliśmy jakiś wewnętrzny, narzucony przymus randek „przynajmniej raz na tydzień/raz na miesiąc”, jako właśnie „przepis na …”.😉 Dopóki mamy kontakt z własnymi potrzebami i uczuciami, dopóty nasze serca będą kontaktować wzajemnie. A przecież o to chodzi!

„Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”, czyli kłóćcie się, niech „latają talerze”, ale nie kładźcie się spać niepojednani. Czy to Wasza „codzienność”? Zdradźcie swoje sposoby na dobre zarządzanie kłótniami i szybkie godzenie się.

Założenia mamy takie: bez sensu zasypiać w poczuciu bycia niezrozumianym i jeszcze wściekniętym.😉 A jak powiedzieliśmy wyżej: życie z sensem to nasz priorytet. No więc STARAMY SIĘ kłótnie kończyć wcześniej, niż później. Bardzo różnie to bywa. Bo jedno z nas robi doskonałe podpałki i potrafi świetnie rozdmuchać ogień, a drugie długo wygasa i jeszcze potem trochę zieje ogniem😉. To co nam pomaga dojść do porozumienia i zgody, to znajomość (znowu) potrzeb drugiego. Np. Maćka irytuje przedłużające się moje milczenie, no to świadomie staram się go NIE przedłużać, tylko rozmawiać. Natalii lód topnieje momentalnie w przytuleniu, w okazanej czułości. No to staram się przeskoczyć nad urazą i być bliżej. To co dla nas ważne to etap jednania się. Jeżeli poleciało dużo przykrych słów, to zasypujemy się jeszcze większą ilością dobrych słów. Jeśli był krzyk, to jesteśmy dla siebie maksymalnie delikatni w tym godzeniu się. Tak, by zadziałała przeciwwaga. I mimo wszystko poczucie, że jesteśmy bliżej siebie, niż dalej.

Co zyskujecie dzięki małżeństwu jako osoby?

Trochę przewrotnie powiemy, że tracimy: egoizm.

Gdyby ktoś do Was przyszedł i powiedział: „Jesteśmy razem już długo. Kochamy się, ale niepokoi nas panująca fala „rozwodów” i nie wiemy czy wchodzić w małżeństwo. Przekonajcie nas, że warto.”

Statystyka rozwodów to nie kwestia fatum, które pada na co trzecią parę. To często efekt „machania ręką” na zbyt wiele spraw; odpuszczania sobie; mijania się pod jednym dachem; podejmowania kiepskich decyzji osobistych, które naturalnie rzutują na kondycję rodziny. Rozwód to żaden „potwór”, który atakuje z nienacka, to najczęściej efekt mnóstwa mini wyborów. Wybierajcie siebie. Stawiajcie na siebie. To wygracie siebie.

Czy macie w swoim małżeństwie doświadczenie kryzysu/problemów, który wspólnie pokonaliście i którego przejście umocniło Waszą relację?

Przeszliśmy kilka kryzysów. Trudne doświadczenie, które dało nam po d***ie. Poturbowało. Pokiereszowało. Za każdym razem było jak trzęsienie ziemi, podczas którego popękały nam serca. Odbudowywanie zaufania i oddania, to żmudny proces. Na kryzysy patrzymy właśnie jak na zjawiska pogodowe – czasem dzieją się. Splot kilku niefortunnych wydarzeń, niezależnych od nas i naszej słabej kondycji wymieszanej z wadami charakteru lub spuścizną, którą wynieśliśmy z rodzinnych domów. Z pewnością nie jak na świadectwo o naszym małżeństwie. Bo inaczej, bardzo trudno byłoby nam wyjść z myślenia, że „w takim razie jesteśmy beznadziejni, nie nadajemy się do tego i w ogóle to koniec”. To co pozytywnego wynosimy z kolejnego kryzysu, to coraz większe przeświadczenie, że damy radę – razem. Przetrwamy to, bo postawiliśmy nasz Dom na Skale!

Chcesz razem z nami budować szczęśliwy i pełen miłości świat? Zapraszamy ➡ KLIKNIJ TUTAJ!

Jesteście ciekawi kolejnych wywiadów i cudownych historii w ramach cyklu „Małżeństwo jest super!”? Bądźcie z nami na bieżąco i obserwujcie nas na:
FACEBOOKU
INSTAGRAMIE
YOUTUBE