My name is NERWUS!


Jakbym miał wybrać jedną scenę z życia Jezusa, która jest mi najbliższa, to zdecydowanie byłoby to wypędzenie kupców ze świątyni. Bynajmniej nie dlatego, że moją pasją jest walka o Boży ład, ale najzwyczajniej w świecie moje zachowanie często przypomina to:

Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał.”

Impulsywność, wybuchowe reakcje, uparte stawianie na swoim, używanie podniesionego głosu w stosunku do najbliższych – to wszystko jeszcze nie tak dawno było moją codziennością.
Było, bo od jakiegoś czasu zdarzają się z coraz mniejsza regularnością i intensywnością. Dlaczego?

Diagnoza

Na początku najważniejsze jest, aby postawić odpowiednią diagnozę w celu rozpoznania z czego dane zachowanie wynika.
U mnie dojście do tego zajęło dość długo, ponieważ szukałem przyczyny mocno na około, próbując działać po swojemu i często upatrując jej w czynnikach zewnętrznych.
Aczkolwiek jak to się mówi: lepiej późno, niż wcale.
W moim przypadku pomógł Jakub, zwany też Mniejszym, a konkretnie fragment jego listu:

„Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz (…). Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie.” (Jk 4,1-2)

Otworzyło mi to oczy na „pochodzenie” mojego impulsywnego zachowania, którym okazały się nieprzepracowane emocje i zdarzenia z przeszłości.
Emocje ujawniają sporo informacji na temat naszego wnętrza i tego co się w nim kryje. Od nas zależy czy wykorzystujemy je w sposób dobry czy też nie.
Po rozpoznaniu źródła zachowania, następuje proces leczenia.

Leczenie

Jedni płacą grube hajsy za wizyty u specjalistów, ja wybrałem wersje ekonomiczną i udałem się do tego, który uzdrawia pro publico bono.
Zmiana mojego zachowania rozpoczęła się w momencie, kiedy pozwoliłem Bogu zmienić moje serce.

Jak rozpocząć proces uzdrawiania?
Ja w momencie nadejścia złości zaczynam zadawać sobie pytania…

1. Czy to co spowodowało moją złość i za chwilę doprowadzi do impulsywnej reakcji faktycznie jest jej warte?
2. Czy mój gniew nie jest spowodowany strachem przed utratą kontroli na swoim życiem?
3. Czy naprawdę wierzę, że Bóg działa w moim życiu i wie co dla mnie jest najlepsze?

Takich sytuacji, które mogą powodować złość jest całe mnóstwo:
– zaczyna mi brakować cierpliwości do dzieci,
– Żona nie zgadza się ze mną w jakiejś kwestii,
– w pracy została podjęta decyzja niezgodna z moim planem

Wspólnym mianownikiem tych wszystkich sytuacji jest MOJA projekcja na życie moje, mojej rodziny i na wiele innych spraw. Projekcja zaplanowana od „A do Z” i jeśli coś zaczyna nie wpisywać się w jej ramy, to dostaję „szewskiej pasji”.

W momencie kiedy zacząłem traktować Boga jako moją nawigacje, a tym samym wierzyć w to, że Bóg wie co jest dla mnie najlepsze, sytuacje powodujące moje nerwowe reakcje pojawiają się coraz rzadziej. Nie znaczy to, że nagle zniknęły, ale teraz staram się ufać i co więcej doświadczam tego, że są one potrzebne do tego, żeby Bóg mógł mnie kształtować („Moc w słabości się doskonali”).

Podążając za słowami Jezusa: „Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.„ (Mt 6,34)

Kiedy Jezus został numerem 1 w moim życiu, a ja „zdegradowałem się” na pozycję numer dwa to:
– potrafię z lepszej perspektywy patrzeć na te wszystkie sytuacje,
– zyskałem „falochron”, który rozbija mój gniew. 

Chciałbym, żebyś drogi Czytelniku wyciągnął z mojej historii to, co najlepsze – następnym razem kiedy będziesz w „przedsionku” sytuacji powodującej u Ciebie gniew i złość, zadaj sobie tych kilka dobrych pytań.

I mam do Ciebie wielką prośbę: jeśli sądzisz, że ten artykuł może pomóc komuś kogo znasz, to przekaż tej osobie link do niego.