Nasze zmartwychwstanie

To zdjęcie po prawej „po ludzku” nie powinno „się wydarzyć”, bowiem dokładnie dwa lata temu przechodziliśmy kolejną odsłonę kryzysu, który patrząc racjonalnie powinien zabić nasze małżeństwo i doprowadzić do rozwodu ➡️ uzależnienie od hazardu i związane z nim kłamstwa oraz zatajony pół milionowy dług❗️💔

Jednak właśnie wtedy, kiedy nazwaliśmy problem po imieniu postanowiliśmy zrobić coś, co wydawało nam się wówczas skrajnie niemożliwe – spróbować uratować nasze małżeństwo i rodzinę. Jak? (Wreszcie!) nazywając problem „po imieniu” i stając do walki…💪 Nie do walki ze sobą nawzajem, ale wspólnie, ramię w ramię wypowiadając wojnę problemowi.

Mogliśmy nie istnieć, a jednak jesteśmy – w dodatku teraz o wiele mocniejsi jako małżonkowie i przyjaciele. Jak to możliwe, że z takiej „śmierci” nasze małżeństwo odzyskało życie? Przecież to nieprawdopodobne!

Zrobiliśmy dwie rzeczy…
Po pierwsze uwierzyliśmy w to, co obiecał nam Bóg i zrobiliśmy to o co nas prosił. A co nam powiedział?👇
Otóż, Iwona zupełnie nie ogarniając tego wszystkiego co wówczas się działo, postanowiła zapytać Boga – Co dalej? „Ok, jest problem, ale co proponujesz Boże?” Modląc się dłuższy czas, skarżąc Bogu i będąc zła też na Niego, otworzyła Pismo Święte, gdzie dostała konkretną wskazówkę. Bóg zadał na początku pytanie: „jak teraz wygląda Wasz dom, czy nie wydaje Wam się, jakoby go w ogóle nie było?”. Odpowiedź mogła być jedna – hej, no raczej! Nie ma domu, nie ma nas…

Na to Bóg: „Do pracy! Nabierzcie Ducha, bo ja jestem z Wami, według przymierza, które zawarłem z Wami (…)”
– no właśnie, przecież jako małżonkowie, sakramentalnie nie jesteśmy sami, ale jesteśmy w trójcy z Jezusem… Mamy przymierze z Nim. Możemy korzystać z Jego pomocy… Szczególnie teraz…

Bóg dalej: „Do mnie należy srebro i złoto…”
– hmmm dług? Jaki dług? To tylko kasa, a to wszystko i tak nic nie warte, należy do Boga…

Na koniec Bóg powiedział, żebyśmy się nie bali i obiecał „na tym to miejscu ja udzielę pokoju, chwała tego domu będzie większa od dawnej”. (Cały fragment znajdziecie w Księdze Aggeusza – Ag 2, 3-9)

Zatem pierwsze co zrobiliśmy – zaufaliśmy słowom Pana, który powiedział, że mamy zabrać się do pracy nad sobą, On nam pomoże i pobłogosławi. Zachęcił nas do odwagi, żeby się nie bać.

Bóg nigdy nie składa obietnic bez pokrycia. Zaczął krok po kroku wypełniać dane nam Słowo, pomagając nam zarówno w kwestii walki z uzależnieniem, odbudowy małżeńskiej relacji i zaufania, jak również finansowo – niespodziewane awanse/podwyżki w pracy, „odblokowanie” wcześniej tłamszonych przez uzależnienie talentów Maćka, czego efektem jest m.in. nasza firma 👉 BlessYou – sklep z wartościami.

O ile łatwiej było walczyć z uzależnieniem mając takiego Wojownika, który idzie przed nami, który jest wierny… jak najlepszy przyjaciel!

Druga rzecz, którą postanowiliśmy…👇
Zrobiliśmy dokładnie to, o czym mówi Ewangelia o weselu w Kanie – wyruszyliśmy z dziećmi na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy i tam Maryja powiedziała: „zróbcie wszystko to wam powie mój Syn.” On wziął nasze niedostatki, nawyki, uzależnienie i zaczął przemieniać w naszą siłę oraz to, co nas scala i powoduje, że stajemy się silniejsi. Silniejsi nie naszą mocą, ale Jego!

Zaczęły dziać się cuda – Bóg zaczął stawiać na naszej drodze ludzi-aniołów (m.in. terapeutów, przyjaciół i „przypadkowe” osoby), dzięki którym udało nam się wstać z kolan i krok po kroku zacząć stawiać czoła, kolejnym wyzwaniom związanym z małżeńskim kryzysem.

To zdjęcie z września 2018 roku to była jedna z naszych weekendowych randek online. Będąc „zamkniętym” na 6 tygodniowej terapii w Ośrodku Terapii Uzależnień tylko w weekendy można było korzystać z telefonu. Te długie 6 tygodni bez siebie, to był trudny, ale niezwykle ważny etap w ratowaniu, a następnie odbudowywaniu naszego małżeństwa.

Oczywiście, do tego potrzebne było nasze duże zaangażowanie – Boża łaska siada na naturze. Te 1,5 roku to okres potężnych zmian w naszym życiu, odkrywania siebie (w tym swojej przeszłości i historii) oraz wielkiej pracy nad małżeńską relacją. To w połączeniu z Bożą łaską zaowocowało niesamowitymi rzeczami, które przygotowuje i funduje nam Bóg.

Łaskę najmocniej widać wtedy, kiedy wiemy, że w danej sytuacji nie ma prawa dziać się dobro, a to dobro właśnie się dzieje… Doświadczamy tego prawie każdego dnia.
Fakt, że nasza historia może nieść innym parom pomoc i dawać nadzieję, traktujemy w ramach cudu. Przecież zupełnie niedawno byliśmy totalnie połamani i z potężnym, skomplikowanym i nieznanym nam problemem, a dzisiaj Bóg wyciąga z tego tyle dobra dla nas i innych osób.

Oczywiście nasze problemy nie zakończyły się półtorej roku temu – długi same się nie spłacają, praca nad małżeńską relacją sama się nie wykonuje – i raz na jakiś czas pojawiają się sytuacje konfliktowe, kiedy to ciężko jest nam na siebie patrzeć z miłością. Jednak zawsze wtedy, kiedy wydaje nam się, że nie pozostało nam nic poza Nim, to On szepcze delikatnie na ucho: „macie mnie, a mając mnie MACIE WSZYSTKO”.

Mając DOŚWIADCZENIE REALNEGO ZMARTWYCHWSTANIA w naszym życiu i żywego Boga, który tak wiele razy wyciągał już nas ze śmierci do życia, zaświadczamy Wam, że dla Niego niemożliwe nie istnieje!

Nawet jeśli dzisiaj nie macie w sobie nadziei i w głowach coraz głośniej odbija się Wam echem słowo ROZWÓD, to wiedzcie, że jest Ktoś kto z niczego potrafi wyprowadzić WSZYSTKO. Zaufajcie Mu i wejdźcie na 100% we współpracę z Nim. Zabierzcie się do pracy i (tak jak podczas Wesela w Kanie) zacznijcie nalewać tej Waszej „nieczystej wody” do stągwi, co by Jezus mógł zamieniać ją w najlepsze wino.

Alleluja i do przodu! 🙌