Nawet wtedy nie myślał o sobie, tylko o mnie…

Anna i Jan przeżyli razem 63lata!
Anna ma 90 lat, a jej mąż już od 3 lat przebywa w „domu Pana”. Ona codziennie tęskni za Nim, ale wierzy, że przyjdzie taki dzień, kiedy ponownie Go zobaczy.

Znali się w zasadzie od dziecka. Mieszkali w sąsiedztwie. Anna straciła wcześnie tatę, później kiedy miała ok 20 lat nagle zmarła jej mama. Jan bardzo dużo jej pomagał, jak wspomina – na randki przychodził codziennie i był wtedy dużym wsparciem dla Niej.
Zapytaliśmy Annę jak przeżywali swoje małżeństwo.

Co poradziłabyś dzisiaj młodym ludziom, którzy wchodzą w związek małżeński?
Ważne jest żeby sobie ufać i ustępować w razie czego. My żyliśmy w ten sposób tyle lat. Jeden z naszych synów, który dziś ma już swoje dzieci i wnuki, jeszcze jak był kawalerem i mieszkał z nami zadał nam pytanie „Jak wy to robicie, że nigdy nie słyszę, że wy się kłócicie”.

Faktycznie się nie kłóciliście? Nie mieliście żadnych kryzysów?
Jak była „awaria”, załatwialiśmy to między sobą, nie potrzebowaliśmy mówić o tym nikomu. Oczywiście, że były kryzysy, ale wtedy była rozmowa i szybkie pojednanie. Nie potrafiliśmy się długo gniewać. Za chwilę już rozmawialiśmy.

Mam wrażenie, że kiedyś było inaczej. Jak to się mówi „do grobowej deski”. Nigdy nie będzie zawsze z górki, a dużo teraźniejszych małżeństw po prostu widzi jedno rozwiązanie – rozwód. Nie rozumiem też jak niektórzy małżonkowie źle mówią o sobie nawzajem. Kiedyś byłam świadkiem takiej sytuacji, że znany mi człowiek opowiadał kilku osobom w złych kategoriach o swojej żonie. To smutne. My nigdy tak nie robiliśmy. Przecież można wyjaśnić między sobą.

Co jest najważniejsze w małżeństwie?
W małżeństwie wszystko jest ważne. Najmniej ważne są pieniądze, my żyliśmy skromnie, ale niczego nie brakowało. Pieniądze raz są, raz ich nie ma. Nie warto się na nich zbytnio skupiać.

Dużo rzeczy robiliście wspólnie, prawda?
Tak to prawda. Wszystko robiliśmy razem. Jeszcze jak mieliśmy gospodarstwo ja Mu pomagałam w polu, a On mi w kuchni – „do spółki”. Parował ze mną „parowańce”, jak robiłam pączki to smażył 🙂 

My się nie nudziliśmy razem, chociaż dużo czasu spędzaliśmy ze sobą.

Modliliście się wspólnie?
Zawsze razem (o ile zdrowie na to pozwalało) chodziliśmy na niedzielne msze. Oboje mówiliśmy różaniec, ale w różnych porach. Ja wstawałam wcześniej, więc mówiłam wtedy, a mój mąż spał dłużej, więc On modlił się różańcem później. Zawsze przeżywaliśmy razem Wielki Post – odmawialiśmy w domu codziennie Gorzkie Żale i w piątki Drogę Krzyżową.
Bogu trzeba dużo dziękować, ja za wszystko dziękuję. Samotność jest trudna, starość jest trudna, ale ja tam za wszystko dziękuję. Proszę o wszystko i za wszystko dziękuję.

Często myślisz o Mężu?
Codziennie! Codziennie też uronię łzę z tego powodu, że już Go przy mnie nie ma. Jak zaczęliśmy podupadać na zdrowiu to chciałam umrzeć pierwsza, ale później pomyślałam, że dobrze się stało, że odszedł pierwszy. Ominęło Go to cierpienie samotności. Ja jakoś sobie poradzę. Przeżyliśmy razem 63 lata, jak byliśmy młodzi żadne z nas nie myślało o tym, że ten moment kiedyś nastąpi. To były wspaniałe 63 lata. Mam przy sobie dzieci i wnuki, które troszczą się o mnie. Mój mąż tuż przed śmiercią wiele razy podkreślał „pamiętajcie o babci, dbajcie o nią i odwiedzajcie ją”. Sam odchodził spokojny i spełniony do „domu Pana”, ale nawet wtedy nie myślał o sobie, tylko o mnie. Dziecko, nawet najlepsze nie zastąpi małżonka.

Dziękujemy za to piękne świadectwo i rozmowę!