Noszę, bo KOCHAM!


Nie wiem ilu z naszych czytelników jest już rodzicami, ale myślę, że większość osób słyszała teksty z cyklu „dobre rady”. Między innymi: maluszka nie należy za dużo nosić, bujać, przytulać… bo rozpieścimy. No i nie brać za często na ręce kiedy płacze, bo się przyzwyczai. Z jednym się tu zgodzę – na pewno się przyzwyczai. Przyzwyczai się do poczucia, że jego emocje są nieważne, że rodzic lub opiekun nie reaguje na jego potrzeby i w końcu przyzwyczai się do sytuacji na tyle, że przestanie płakać i będzie „grzeczny”.

Grzeczny czy niegrzeczny?
Hmmm. Zawsze mnie zastanawia co oznacza pytanie – „Tobiaszek jest grzeczny?”, „Amelka jest grzeczna?”. Często dopytuję – „Ale co znaczy grzeczny/a?” W odpowiedzi słyszę – „Czy nie płacze?”. Zatem wyznacznikiem tego, czy dziecko jest grzeczne w przekonaniu niektórych osób jest fakt, że nie płacze.
Kolejne hmmmm. Otóż na litość – to, że dziecko płacze, nie oznacza, że jest niegrzeczne! Załóżmy, że moja przyjaciółka doznała jakiejś przykrości, opowiada mi o tym i płacze. Nagle ja jej przerywam i mówię – „ja wychodzę, ty jesteś niegrzeczna”. Absurd prawda?

Więc nie rozumiem skąd ta „etykietka” dla maluszka. Skoro ktoś płacze to oznacza, że ma ku temu jakiś powód.
Przecież dla noworodusia, czy niemowlaka często to jedyny sposób komunikacji.
Płacze, bo: głodny, zmęczony, przebodźcowany, ma mokro, albo więcej… ;-), zimno, za gorąco, coś boli, potrzebuje bliskości i wiele innych…
Myślę, że należy mu się wyrozumiałość ze strony otoczenia bez oceniania jaki jest.


Bujaj się!
Tak mam ochotę odpowiedzieć komuś, kto zwraca mi uwagę, że za dużo bujam lub noszę swoje dzieci 😉.
Kupując nosidła „Tula” dostałam w prezencie torbę lnianą z napisem „noszę, bo kocham”. To hasło oddaje wszystko co chcę w tym temacie powiedzieć.

Kiedy widzę, że moja córeczka lub synek potrzebuje mojej bliskości to dla mnie sygnał, że odczuwają jakiś dyskomfort. Obecnie o wiele częściej płacze Tobiasz między innymi dlatego, że Jego brzuszek przeżywa adaptację do nowego sposobu żywienia. Poza tym jak każdy „młody ssak” czuje zagrożenie i traci poczucie bezpieczeństwa kiedy rodzic się oddala, a bujanie, noszenie i przytulanie pomaga, więc chcę Mu to dać!
Wiem, że wtedy daje mojemu dziecku informację – „Kochanie możesz na mnie liczyć”. Mam poczucie, że odkładając Go do łóżeczka na tzw. wypłakanie daję Mu przekaz o treści „Nie możesz na mnie liczyć, nie obchodzi mnie, że cierpisz”. Chociaż głęboko wierzę w to, że rodzic, który odkłada płaczące dziecko wcale nie ma tego na myśli, ale niestety maluszek o tym nie wie… On odbiera prosty przekaz – nie mam wsparcia gdy jest mi źle.

Zaryzykuję stwierdzenie, że ów rodzic po prostu nie chce przyzwyczaić malucha. do brania go na ręce, bo jest to dla niego wygodniejsze. Jasne, że można w tym czasie zrobić mnóstwo innych rzeczy kiedy nasze „grzeczne” dziecko leży w łóżeczku. Tylko ten czas kiedy on tak bardzo nas potrzebuje to raptem chwila w  skali całego naszego życia, więc warto dać naszemu dziecku to, co najlepsze podczas jej trwania. Sama widzę jak to się szybko zmienia – Amelcia była niedawno tak malutka jak Tobiaszek i chciała być bardzo blisko nas, bardzo bardzo często… Dawaliśmy Jej to. Teraz ma prawie 1,5 roku i też lubi być blisko, przytulana, noszona, ale już nie tak często. Ta chwila przemija… My za tym zaczynamy tęsknić, ale nasza mała córeczka dorasta i poznaje świat, a my musimy za Nią podążać i pozwolić Jej na to… My (rodzice) wciąż jesteśmy w centrum jej świata, ale z każdym rokiem będziemy coraz mniej…
Ile razy dopada mnie zmęczenie i nie chce mi się tak szybko reagować na potrzeby moich dzieci, tyle razy myślę o tym, że ten czas już nie wróci. 
Pomaga mi w tym tekst piosenki Moniki Urlik (przy której przyznam, że zawsze uronię łezkę, albo chociaż zaszklą mi się oczy;-) 👇
https://www.youtube.com/embed/Dny3EMK8p58

Odniosę się znowu do przykładu dorosłych osób. Wyobraź sobie, że komunikujesz (niekoniecznie płaczem) bliskiej Ci osobie – mężowi, żonie, chłopakowi, przyjacielowi, mamie…, że masz jakiś problem i jest Ci źle, a ta osoba nie reaguje. Zostawia Cię z tym samego. Kolejnym razem sytuacja się powtarza… Co czujesz? Czy nie jest tak, że myślisz – moje emocje i moje cierpienie jest dla tej osoby nieważne?
Jakie są tego konsekwencje? Przestajesz mówić jej o swoich problemach, skoro i tak nie ma reakcji – nie ma sensu. Zamykasz się na tę osobę.
Dokładnie to samo przeżywa Maluszek, kiedy Jego rodzic nie reaguje na Jego płacz. W końcu przestaje płakać i leży „grzecznie” w łóżeczku czy wózeczku.
Jest jedna różnica pomiędzy takim dzieciątkiem a dorosłym. Ten drugi ma zdolność oceny sytuacji, jest już mniej więcej ukształtowany, a malec dopiero uczy się reagować, jego psychika zapamiętuje mechanizmy i zachowania oraz przenosi je w dorosłość. Zostawiając dziecko w sytuacjach kiedy nas potrzebuje burzymy jego poczucie bezpieczeństwa i wartości, a także osłabiamy więź, która nas łączy.
Wykorzystajmy dobrze tę „chwilę”!😀


Nic się nie stało! Nie płacz…
To kolejna „dobra rada” obok której nie mogę  przejść obojętnie.
Kiedy dziecko zaczyna płakać, bo np. przewróci się, uderzy, często reakcja otoczenia jest taka: „Nic się nie stało. Już nie boli. Nie płacz”. Sama jeszcze jakiś czas temu myślałam, że to super rozwiązanie – taki sposób na uspokajanie dziecka, a przecież to nic innego jak wmawianie mu, że „nic się nie stało”. A przecież stało się! Widzieliśmy, że się stało! Maluch też tego doświadczył na własnej skórze, a jednak dostaje komunikat -nie masz racji, nic się nie wydarzyło, wcale cię nie boli. Co się wtedy dzieje? Zaprzeczamy emocjom dziecka. Jakie są konsekwencje? Dziecko dostaje sygnał, że nie wolno mówić o swoich emocjach i lepiej „udawać”, że jest ok (kiedy nie jest). Mały człowiek jest wtedy wewnętrznie rozdarty – przecież się przestraszył, uderzył, chce mu się płakać, a mama mówi, że wcale tak nie jest…

Dajmy dziecku przeżywać trudności. Warto mu wtedy po prostu towarzyszyć – nazwać zdarzenie, emocje, przytulić… dać wsparcie.
Oczywiście nie chodzi o godzinną lamentację nad wydarzeniem. Później dobrze jest delikatnie zmienić tory… ale skoro dziecko biegnie do mnie z komunikatem, że coś się stało to nie chcę temu zaprzeczać, chcę mu towarzyszyć w przeżywaniu tych emocji.
Sytuacja ze świata dorosłych: Idę do mojego męża i mówię: Słuchaj, jest mi bardzo przykro, dzisiaj w pracy ktoś mnie źle potraktował i opowiadam w emocjach całą sytuację. Na co mój mąż mówi, że nic się nie stało.
Ja bym się zagotowała😀.


Jest cała dłuuuuuuuuga lista takich „złotych rad”, które przez pokolenia na prawdę były na wagę złota. Na szczęście jest coraz więcej świadomości wśród rodziców i opiekunów, coraz więcej badań i informacji na temat rozwoju człowieka i w końcu coraz więcej „złotych rad” staje się mitami.

A Wy jakie „złote rady” słyszeliście od otoczenia w temacie rodzicielskim?😀
Warto się nimi dzielić i demaskować zagrożenia z nich płynące.


Jeśli uważasz, że powyższy tekst może być dla kogoś pomocny – to prosimy podziel się nim dalej. Niech się szerzy dobro!
Sharing is caring😃

  • Angelika Laskowska

    Mi wszyscy mówili że dziecko nie powinno spać z nami. A ja widziałam ze Filip bardzo tego potrzebował jako niemowlę. Spał z nami przez rok tuląc się do każdego z nas. Lepiej przesypial noce. Po roku poprostu zaczął spać w swoim łóżku bez żadnego problemu. Sam wybrał sobie moment. Kacper zaś woli swoje łóżeczko. Każde dziecko inne ale gdyby chciał nie mam problemu z tym żeby spał z nami. Jeśli dzieciom daje to poczucie bezpieczeństwa i buduje jeszcze większą bliskość z rodzicami to mówię stanowcze NIE takiej radzie 🙂

    • Iwona Jabłońska

      🙂 U nas ze spaniem było bardzo podobnie. Amelka z nami od początku i po roku sama zrezygnowała.Teraz czasem potrzebuje przy ząbkach, albo po prostu. Zrobiła miejsce dla brata 😉