Przemyślenia 32-latka…

Trzydzieści dwa lata strzeliły, chciałoby się napisać „jak jeden dzień”, ale to było długi czas, w którym bardzo dużo się wydarzyło.

Dzisiaj mając: doświadczenie miłości Boga i tego, że dla Niego i z Nim nie ma rzeczy niemożliwych, cudowną żonę i wspaniałe dzieci na zadane pytanie „czy jestem szczęśliwy?” – głośno i w pełni świadomie mogę wykrzyczeć TAK! Jednak nie zawsze tak było i długie lata mojego dotychczasowego życia były szukaniem szczęścia i miłości. Problem polegał na tym, że szukałem ich tam gdzie nie miałem szans ich znaleźć, ponieważ ich tam nie ma, nigdy nie było i nigdy nie będzie.

Liczne imprezy, różnorakie używki, szybkie życie na „własnych zasadach”, którego „wisienką na torcie” była jedna z imprez zakończona na ostrym dyżurze z informacją otrzymaną rano od Pani doktor: „jakby przywieźli Pana 15 minut później, to nie dalibyśmy rady pana uratować”.

To wszystko sprawiło, że zacząłem czuć się jak „dziurawe wiadro” – im więcej doznań i doświadczeń w siebie „wlewałem”, tym większą po nich odczuwałem pustkę. Pustkę, którą w człowieku może wypełnić tylko prawdziwa miłość – Bóg (wówczas nie mając o tym bladego pojęcia).

Zacząłem szukać tego wypełnienia i prawie uwierzyłem w jedno z „najpopularniejszych” kłamstw w historii ludzkości – Bóg mnie skreślił za to jaki byłem (12 lat poza kościołem i Sakrament Bierzmowania zakończony przeze mnie słowami „dzisiaj jestem ostatni raz w życiu w kościele”) i już go nie interesuje mój los. Na szczęście Bóg jest wierny, a Jego miłość totalnie „za friko”.

Dzisiaj wiem, że tamte doświadczenia były potrzebne i były moją drogą do Boga. Niełatwą, wręcz krętą, ale z perspektywy lat mam świadomość, że Bóg ją dopuścił po to, żeby mnie od nowa „ulepić” i pozwolić mi żywo doświadczyć tego, że zabiera mi serce z kamienia i daje serce z ciała.

Teraz, mając na karku 32 lata i wspominając mnie z przed 10 lat, myślącego, że żyje „na 100%” tylko się uśmiecham. Obecnie doświadczając tego, jaką „petardę i moc” ma życie oparte na Bogu, ciężko mi nazywać tamten czas życiem choćby na 1%.

Na koniec drogi czytelniku/czytelniczko mam dla Ciebie wiadomość:
Jeśli teraz znajdujesz się w podobnej sytuacji jak ja 5 lat temu i błądzisz tak jak ja błądziłem przez lata – nie załamuj i nie poddawaj się! Dla Boga nie ma nic niemożliwego i On tą twoją obecną sytuację wykorzysta jako fundament, do zbudowania czegoś pięknego!
Pamiętaj:

1. Bóg jest dobry i pragnie dać Ci wszystko co dla Ciebie najlepsze.
2. Jezus nigdy Cię nie skreśli i cierpliwie czeka z wyciągnięta ręką w Twoją stronę.
3. Bóg kocha Cię ZA DARMO. Na Jego miłość nie musisz sobie zasłużyć.

Jeśli dotarłeś do końca tego wpisu, to zamknij proszę na chwilę oczy i powiedz lub pomyśl:
„Jezu, oddaje Ci swoje dotychczasowe życie – proszę przemień je. Jezu, Ty się tym zajmij!”

32-letni Maciej