W oczekiwaniu na Ciebie…


Kiedy widzisz dwie czerwone kreseczki, w oczach pojawiają się dwa czerwone serduszka i nic już nigdy nie jest takie samo…

Dobrze pamiętam dzień, kiedy potwierdziło się istnienie naszej Córeczki. To był 8 października 2015.
Czułam to już wcześniej, ale tego dnia napisałam sms do Macieja: „zróbmy dzisiaj test, bo czuję, że nie jestem sama”. Ach ta kobieca intuicja.


Pierwsze trzy miesiące upłynęły książkowo: mdłości i ogólne osłabienie. Jak mnie ktoś pytał o zachcianki to na samą myśl o zachciankach robiło mi się jeszcze bardziej niedobrze😜. Jedyną zachcianką było łóżko i odpoczynek. Przy czym prawie cały czas chodziłam do pracy.

Pod górkę.
Drugi trymestr był jeszcze trudniejszy, ale nie ze względu na fizyczne dolegliwości, tylko na nasze problemy w relacji, spowodowane bardzo konkretną sytuacją.
Wybaczcie, że nie będziemy teraz wchodzić w jej szczegóły 😉. Być może kiedyś przy okazji pisania o kryzysach podzielimy się tym bliżej.


Amelię powierzyłam wtedy Maryi w obawie przed wpływem stresu na Nią. Myślę, że świetnie się Nią zajęła biorąc pod uwagę jakim jest pogodnym dzieckiem.🤣
To był najtrudniejszy okres, a zarazem najłatwiejszy z fizycznego punktu widzenia tzw. miesiąc miodowy ciąży.

Później było już tylko lepiej… Pan Bóg pomagał w naszym kryzysie, a my mogliśmy cieszyć się zbliżającymi się narodzinami.
Wzięliśmy udział w rekolekcjach małżeńskich, które nas umocniły na tamten czas.


Mniej więcej w połowie ciąży napisaliśmy listy do Amelki, bardzo intymne – o tym jak przeżywamy ten czas. Maciej od siebie, ja od siebie. Kiedy je czytaliśmy to płakaliśmy oboje.
Te listy Amelka otrzyma wraz z foto książką zatytułowaną.
„W oczekiwaniu na Ciebie” na 18 urodziny. Tzn. już Jej daliśmy ten prezent na pierwsze Święta🎄😉, ale ponownie zobaczy go właśnie na 18-stkę. Wszystkie zdjęcia tam zawarte, okraszone są komentarzami sytuacyjnymi.
Nasz Synek – Tobiaszek otrzyma podobną pamiątkę.
Kiedy nasze dzieci będą już czytały ten blog, będę musiała usunąć ten wpis. W końcu to ma być niespodzianka.😉


Przygotowania nabrały tempa – wyprawka, szkoła rodzenia, cotygodniowe oglądanie filmików i podglądanie co się zmieniło, czytanie książek Amelci, długie rozmowy i rozważania na temat tego jak będzie wyglądało nasze życie….
(swoją drogą tego nie da się przewidzieć😉).
Nie mogę pominąć bardzo istotnego faktu codziennej, wspólnej modlitwy w intencji naszej Córeczki i błogosławieństwo znakiem krzyża na brzuszku.😊

Dzisiaj Amelcia kończy już roczek. Na prawdę nie wiem kiedy to zleciało… Dziękuję Bogu za dar Jej życia. Zdaję sobie sprawę, że mamy bardzo ważne zadanie do wykonania… Bo ten Dar jest nam dany na chwilę, Ona później pójdzie swoją drogą. Dalej będzie w jakiś sposób z nami związana, ale będzie miała już tzw. „swoje życie”. Chociaż to mi się wydaje takie odległe, to wiem, że zanim się obejrzę to właśnie nastąpi.
A to nasze zadanie to nie wtłoczenie Jej do głowy, że musi być dobrym człowiekiem, musi zachowywać się w taki, a nie inny sposób, być uczciwa, modlić się, szukać Pana Boga…. Naszym zadaniem nie jest Jej to powiedzieć, to by było zbyt proste. My musimy Jej to pokazać swoim życiem.
Jak będziemy kochać i szanować siebie, wspólnie się modlić, przepraszać, wybaczać, dziękować…to żadne słowa nie będą już potrzebne.

Tego dzisiaj życzę mojej Kochanej Córeczce, żeby mogła wzrastać w takiej rodzinie, gdzie będzie czuła się bezpiecznie i przez naszą postawę będzie mogła doświadczyć Miłości.
Mnie to po ludzku przerasta, ale „tak nam dopomóż Bóg”.😇

PS. w prezencie na pierwsze urodziny też będzie foto książka z komentarzami, zatytułowana: „Mój pierwszy rok życia”☺️.